Przejdź do głównej treści

Jak się sprawuje nasz JETOUR T2 podczas wyprawy?

Po kilku tysiącach kilometrów możemy już powiedzieć o naszym Jetourze T2 trochę więcej niż po zwykłych kilometrach zrobionych wokół domu czy na spokojnej trasie.  Samochód jedzie z nami w pełnej konfiguracji wyprawowej – MOCNO załadowany, z bagażami, zabudową oraz namiotem i dodatkowym wyposażeniem na dachu.

Za nami autostrady i długie przeloty, górskie serpentyny Transalpiny, lokalne drogi Rumunii, gorsze nawierzchnie, luźny kamień, turecka plaża i wielogodzinne przejazdy dzień i noc. T2 jak dotąd po prostu robi swoją robotę. Nie oszczędzamy go, ale też nie próbujemy na siłę udowadniać, że jest samochodem do wszystkiego. Jedziemy tam, gdzie prowadzi nas zaplanowana trasa, i na razie ani razu samochód nie był powodem zmiany naszych planów.

Pozytywnie zaskakuje również spalanie.

Z zachowanych zapisów komputera pokładowego na dłuższych odcinkach wynika średnie zużycie od 9,1 do 10,3 l/100 km. Mieliśmy między innymi 9,6 l/100 km po 864 km, 9,1 l/100 km po 1308 km oraz 9,8 l/100 km po ponad 1624 km. Biorąc pod uwagę obciążenie samochodu, wyposażenie na dachu, zmieniające się drogi i charakter całej podróży, jesteśmy z tych wyników naprawdę zadowoleni.

Niestety po postoju na plaży w Turcji przypadkowo wyzerowaliśmy dane komputera, więc nie uda się zachować jednego ciągłego pomiaru z całej wyprawy. Od tego momentu zbieramy wyniki od nowa.
Najważniejsze jest jednak coś innego. Po tych wszystkich kilometrach T2 nadal daje nam poczucie, że możemy po prostu zaplanować kolejny punkt, wsiąść i jechać dalej. Na autostradzie jest wygodnym samochodem do pokonywania dużych odległości, w górach radzi sobie z masą całego naszego wyposażenia, a kiedy asfalt się kończy, nie musimy od razu zastanawiać się, czy powinniśmy zawrócić.

Jak więc sprawuje się nasz Jetour T2 podczas wyprawy?

Podczas pokonywania Gruzińskich serpentyn pojawił nam się jednokrotnie komunikat o wysokiej temperaturze oleju w skrzyni biegów po których zatrzymaliśmy się na chwilę, otworzyliśmy maskę, przestudziliśmy silnik i już więcej się nie pojawił.

Na ten moment bardzo dobrze. Bez awarii, bez problemów, które zatrzymałyby nas w trasie, i ze spalaniem, które przy tak przygotowanym samochodzie pozytywnie nas zaskakuje. Przed nami jednak jeszcze sporo Gruzji i właśnie tam T2 będzie miał okazję pokazać, jak radzi sobie z kolejnym, zupełnie innym etapem naszej podróży.